Karpacz - sylwester
Tak hucznego Sylwestra nie pamiętam. Karpacz dosłownie pękał w szwach. Kiedy zajechaliśmy tam w drugi dzień świąt, to zastaliśmy środek pięknej jesieni. Temperatury nie takie jak w wysokich górach w końcu grudnia i słońce, jak wiosną, ale to tylko podnosi urok tego miasteczka. Na spełnienie marzeń o poszusowaniu na nartach przyszedł czas. Już dwa dni po naszym przyjeździe zmienił się front i cały Karpacz w ciągu zaledwie jednej nocy otulił się grubą, puchową pieżynką. Stok przy naszym hotelu
Karpacz nie był dla nas jednak wystarczający i po jednym dniu rozgrzewki pojechalismy na Kopę. Było tam chyba z pół Karpacza, ale nas to nie zrażało, bo wyciągi mają dosyć dużą przepustowość i w kolejce czekaliśmy zwykle do 20 minut. Noc sylwestrowa była chyba najlepszą, jakie przeżyłem w całym swoim życiu. Zabawa co prawda tylko przy muzyce mechanicznej, ale była tak świetnie dobrana, że szampańskie tany trwały do białego rana. Jedzonko było bardzo dobre i organizatorom właściwie można zarzucić jedynie to, że było go za dużo. W Karpaczu spędziliśmy dobrze koniec tego dobrego roku.
Warto zobaczyć: